„Nie pytajmy, czy szkoła demokratyczna jest dobra dla ucznia w spektrum. Pytajmy, czy jest dobrym miejscem dla tego konkretnego dziecka”
Z Martą Jakubowską pedagożką specjalną rozmawia: Marianna Kłosińska
Marianna Kłosińska: Często słyszymy, że szkoły demokratyczne nie są odpowiednie dla dzieci w spektrum autyzmu, ponieważ nie zapewniają im wystarczającej struktury. Jak patrzysz na to przekonanie?
Marta Jakubowska: Dziesięć lat temu sama myślałam podobnie. Wydawało mi się, że osoba w spektrum potrzebuje jasnego planu, rutyny i zewnętrznych ram. Dziś patrzę na to inaczej. Spektrum nie jest jedną historią. Każda osoba ma własny temperament, doświadczenia i potrzeby.
Są dzieci, którym szkoła demokratyczna nie będzie służyć, bo potrzebują wyraźnej organizacji narzuconej z zewnątrz. Są jednak również takie, dla których samostanowienie, podmiotowe traktowanie i relacje są warunkiem zdrowego rozwoju. Nie da się więc odpowiedzieć na to pytanie na poziomie diagnozy. Trzeba przyjrzeć się konkretnemu dziecku.
Marianna: W tej dyskusji nieustannie powraca słowo „struktura”.
Marta: Problem polega na tym, że rozumiemy ją bardzo wąsko. Kojarzy nam się z planem lekcji, dzwonkami i stałą kolejnością zajęć. Tymczasem struktura może być także emocjonalna i relacyjna. Może oznaczać poczucie bezpieczeństwa, stałość kontaktu z dorosłymi, jasną komunikację, czytelne granice oraz brak zawstydzania dziecka.
W szkole demokratycznej struktura istnieje, tylko ma inny charakter. Tworzą ją rytm dnia i tygodnia, wspólne posiłki, spotkania społeczności, zasady i powtarzalne relacje. Dla części dzieci taka organizacja lepiej odpowiada ich potrzebom niż sztywny system.
Marianna: Jaką rolę odgrywa orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego?
Marta: Orzeczenie jest ważnym dokumentem administracyjnym, ale nie jest instrukcją obsługi dziecka. Uczeń z orzeczeniem może dobrze funkcjonować w środowisku opartym na zaufaniu i akceptacji. Bywa też odwrotnie: dziecko bez orzeczenia może gubić się w przestrzeni wymagającej dużej samodzielności i lepiej odnajdywać się w bardziej uporządkowanym modelu.
Dlatego nie pytajmy, czy szkoła demokratyczna jest „dla dzieci w spektrum”. Pytajmy, czy jest dobrym miejscem dla tego dziecka, z jego potrzebami i na tym etapie życia.
Marianna: Dlaczego środowiska alternatywne przyciągają tak wiele osób neuroróżnorodnych?
Marta: Ponieważ często nie próbują ludzi na siłę normalizować. Wielu rodziców pamięta własne doświadczenia szkolne: niedopasowanie, brak zrozumienia czy presję, by funkcjonować tak jak wszyscy. Szukają więc dla dzieci przestrzeni, w której nikt nie będzie mówił im, że coś jest z nimi nie tak.
Znaczenie ma również potrzeba samostanowienia. U niektórych osób w spektrum, szczególnie z profilem PDA, autonomia i wpływ na własne życie są bardzo ważne. Środowisko demokratyczne może odpowiadać na tę potrzebę, o ile zapewnia bezpieczeństwo i odpowiedzialne wsparcie dorosłych.
Marianna: W naszej rozmowie mocno wybrzmiewa znaczenie relacji.
Marta: Dziecko uczy się nie tylko z programu, lecz także z tego, jak funkcjonują dorośli. Obserwuje, czy potrafią rozmawiać, rozwiązywać konflikty, brać odpowiedzialność i szanować granice. W systemie opartym na karach, nagrodach i ciągłym ocenianiu uczy się przede wszystkim dostosowywania do oczekiwań.
W dobrze działającej społeczności demokratycznej relacje stają się częścią edukacji. Dorośli nie są nieomylni, ale potrafią rozmawiać o trudnościach, naprawiać błędy i szukać porozumienia. Dla dzieci neuroróżnorodnych takie doświadczenie może mieć ogromne znaczenie.
Marianna: Z jaką myślą chciałabyś zostawić rodziców?
Marta: Nie szukajcie najlepszego systemu. Szukajcie dobrego miejsca dla swojego dziecka – takiego, w którym będzie bezpieczne, widziane i traktowane podmiotowo: jako osoba, a nie jako diagnoza.
Marta Jakubowska
